Zrzut ekranu 2016-10-29 o 21.05.39

Upadek Alberta Camusa w Teatrze Scena, Warszawa. Reż. Andrzej Ferenc, Janusz Kukuła

Warszawski teatr Scena, za sprawą Andrzeja Ferenca zamienia się na ponad godzinę w bar „Mexico City” w Amsterdamie.

Kiedy zgasną światła, i zamilknie wprowadzający akompaniament trębacza, Ferenc rozpoczyna to, co na kilku płaszczyznach wydaje mi się przedsięwzięciem nie tylko trudnym, ale i bardzo ambitnym. Aktor, jako współreżyser sztuki, zmierzyć się musiał z tekstem Camusa na płaszczyźnie interpretacji i adaptacji na potrzebę spektaklu.

„Upadek”, przeniesiony słowo w słowo na scenę byłby z pewnością ucztą, ale znajdującą uznanie jedynie w najbardziej wytrwałych koneserach pism noblisty, a rolą reżysera jest przecież odnaleźć swój własny sposób na ukazanie problemu, jakim w 1955 roku zajął się Camus, przygotowując podwaliny pod swoją ostatnią, opublikowaną powieść.

W moim odczuciu, adaptacja powieści na potrzeby scenariusza udała się Ferencowi doskonale, znalazł bowiem sposób, aby zawrzeć w jednoaktowym monologu równowagę pomiędzy wyznaniem a mistyfikacją, jaką owo wyznanie woaluje Clamence; zasłaniając się co raz anegdotami, które, o ile mi wiadomo, cierpliwie dodawał Camus, rozbudowując opowiadanie do dłuższej formy literackiej. Zabieg artysty, przygotowującego sceniczną wersję Upadku, jest zatem awersem wysiłków Camusa, o tyle trudniejszym, że każde skreślenie odbiera jakiś element tej „dwoistej” postaci.

Teatr rządzi się jednak innymi prawami niż powieść a sposób, w jaki przemawia do mnie, za sprawą Ferenca J.B. Clamence, wydaje się bardzo na czasie. Porównać go mógłbym do prezentacji Holoubka, ale przez kontrast. Holoubek akcentował zmęczenie, chorobę i ból Clamence’a, ograniczył jego dynamikę, spowolnił monolog, gest i ruch do poziomu sennego, acz magnetycznego zwierzenia. W adaptacji Ferenca jest więcej siły i energii.  Wspomnienia bohatera sprzed upadku są pełne pychy i przekonująco przeradzają się w chwile ogromnego zwątpienia i lęku, gdy aktor odnosi się do fundamentalnych doświadczeń bohatera – stadiów kryzysu jego światopoglądowej drogi do postawy sędziego-pokutnika. W efekcie, udaje się wypracować intrygujący kontrast, który wspaniale odzwierciedla dwoistość Clamence’a, urzekającą sprzeczność jego witalności, pychy i próżności, z ich dogłębną kompromitacją w nihilistycznym marazmie.

Momentem absolutnie zapadającym w pamięć jest owa straszliwa partia monologu, związana z refleksją o odpowiedzialności Zbawiciela za rzeź niewiniątek. W tym trudnym fragmencie tekstu zawarł Camus swój paradoksalny stosunek do wiary, realizowanej jednocześnie na płaszczyznach miłości i sądu, postaw, wydawałoby się niemożliwych do pogodzenia. Ferenc znakomicie, w moim przekonaniu, radzi sobie z interpretacją owego motywu, empatycznie podchodząc do narracji o miłości Zbawiciela i przekonująco powracając, w ostatniej partii monologu do złowrogiego oskarżenia, rzuconego współczesności „oni mają przebaczenie na ustach i wyrok w sercu”.

W warszawskim „Upadku”, do amsterdamskiego baru wprowadzona jest muzyka; w subtelna gra na trąbce (Jan Harasimowicz, Piotr Moss), zmienia się, gdy zajdzie potrzeba w syrenę portową. Scenę wypełnia mrok i mgła; ascetyczną scenografię (Marta Kozera) stanowi zaledwie kilka krzeseł, stolik i obowiązkowa karafka jałowcówki. W takim klimacie,wywodu Clamence’a słucha się jednak doskonale. Bohaterowi w adaptacji Ferenca dałem się znowu oszukać, znowu oczarować, trudno byłoby mi zatem nie polecić państwu sprawdzenia, jak oddziała na was ten urok.

Maciej Kałuża

reżyseria:

ANDRZEJ FERENC, JANUSZ KUKUŁA

twórcy:

WYKONANIE – ANDRZEJ FERENC

TRĄBKA – JAN HARASIMOWICZ

TŁUMACZENIE – JOANNA GUZE

SCENOGRAFIA – MARTA KOZERA

MUZYKA – PIOTR MOSS

http://teatrscena.pl/