Zrzut ekranu 2016-06-28 o 11.50.22

Poznań 1956

Albert Camus

Poznań

Jeden z przywódców partii komunistycznej, internacjonalista i syndykalista na dodatek, stwierdził, że powstanie w Poznaniu jest wynikiem działalności prowodyrów, inspirowanych przez ośrodki zagraniczne. To, co do tej pory mówił ten geniusz polityczny, nie było w sumie niczym więcej niż tym, co mówi każdy dziennikarz burżuazyjny na temat powstań robotniczych czy kolonialnych, zakłócających jego dotychczasowe wyobrażenie o szczęściu. Natomiast konkluzja jego wypowiedzi zasługuje na nasze całkowite poparcie. W normalnym kraju – powiedział on – nie atakuje się posterunków policji po to, by zaspokoić żądania robotników. Pozostaje nam tylko przyklasnąć tej trafnej uwadze. Bo w rzeczy samej, w normalnym kraju prawa związków zawodowych pozwalają na pokojową rewindykację żądań robotników. Ale tam, gdzie nie istnieje prawo do strajków, gdzie prawodawstwo narzucone robotnikom przekreśla jednym pociągnięciem sto lat zdobyczy związków zawodowych, gdzie robotnikom decyzją rządu zmniejsza się pensje, wystarczające już i tak ledwie na zaspokojenie minimalnych potrzeb życiowych – co im pozostaje innego niż krzyk i bunt?

Nie, system, gdzie robotnik musi wybierać między nędzą a śmiercią, nie jest systemem normalnym. I ci, którzy z bliska czy daleka, bez ogródek lub ostrożnie, rzucają kalumnie i krytykują męczenników Poznania – wykopują wyraźną przepaść, dzielącą ich od wspólnoty ludzi wolnych i bezczeszczą honor rewolucji, w której obronie jakoby stają. Panu Cyrankiewiczowi, przedstawianemu przez pewien odłam prasy jako „łagodny liberał” i rozdającemu rzeczywiście na prawo i lewo dobre słowa, podczas gdy jego oddziały strzelają do robotników, także zdarzyło się wypowiedzieć niezbyt fortunne zdanie: „Ktokolwiek – stwierdził on – podnosi rękę na lud, może być pewien, że ręka ta zostanie odcięta*”. Jeśli rzeczywiście będzie się stosować tę karę, jak zapewnia polski premier, wkrótce rządzić będą jednoręcy. Gdyż rządy te i ich biurokraci nie tylko podnieśli rękę na lud, lecz zadali mu cios, powalili w kałużę krwi. Ale robotnicza krew nie przynosi szczęścia! Tych przerażonych tyranów rzucających słowa i pociski łączy dziś ta sama świadomość wspólnictwa. Oni wiedzą – nie miejcie co do tego najmniejszych wątpliwości – wiedzą, że są winni!

I dlatego właśnie jedynie oburzenie może być odpowiedzią na postawę, jaką w tej sprawie zajął rząd jugosłowiański i jego oficjalna prasa. Rzucając obelgi i kalumnie na ofiary Poznania rząd jugosłowiański złożył wspaniały hołd Stalinowi. Zawiódł oczekiwania tych, którzy mimo wszystko mieli do niego zaufanie, i na długo skompromitował się w oczach niezależnej lewicy. Ale w końcu kalumnie te, jak i ostrożne sformułowania – inne zjawisko dające się zauważyć nawet u nas, u naszych postępowych działaczy – nie są dla nas niczym nowym. Jest to dla nas jedynie nauczka, że dzisiaj reakcyjnym można być także i na lewicy. Tak właśnie należałoby sądzić, gdyby ofiara polskich robotników i solidarność, jaką wzbudzili oni na świecie, wśród tylu ludzi takich, jak ci na tej sali, nie świadczyła wciąż jeszcze o honorze i niezmordowanej odwadze ruchu robotniczego. Ale tamci, którzy w obliczu robotników, przesuwających się w ciasno zwartych szeregach przed czołgami, żądających chleba i wolności, ci, których jedyną reakcją jest nazwanie tych bohaterów faszystami i szlachetny żal, że nie mają oni dość cierpliwości, by umrzeć cicho z głodu, czekając, aż reżim zechce – jak to się mówi 0 stać się bardziej liberalny, ci właśnie z własnej woli wystąpili z szeregów ruchu robotniczego, bezczeszcząc jego honor.

Jeśli chodzi o mnie, wystrzegać się będę zawsze zachęcania w najmniejszym nawet stopniu do walki i buntu ludzi, w których walce nie mogę brać udziału. Lecz teraz, gdy ludzie ci, u kresu poniżeń, zbuntowali się, a potem zostali zamordowani – czułbym sam do siebie pogardę, gdybym ośmielił się wykazać najmniejszą powściągliwość w ocenie tego morderstwa i nie wyrazić całego mojego szacunku dla ofiar represji i całkowitej z nimi solidarności. Nasze gratulacje z pewnością nie są im potrzebne. Oczekują oni jedynie, by wszędzie tam, gdzie panuje powszechna wolność, ich krzyk odbił się szerokim echem, by inni spostrzegli ich rozpacz, by otwarły się oczy całego świata, by wszyscy poznali i nabrali szacunku dla ich decyzji, mającej na celu położenie kresu tej mistyfikacji, według której poświęcili oni jakoby wolność chcąc dostać chleb. Prawda wygląda tak – i to właśnie miał wyrażać ich krzyk – że nie mieli oni ani chleba, ani wolności, że nie mogą żyć bez jednego ani bez drugiego, że wiedzą – tak samo jak my wszyscy – że te dwie rzeczy są nierozdzielne i że niewolnik, każdy człowiek pozbawiony wolności, otrzymuje chleb jedynie wtedy, gdy takie jest życzenie jego pana**.

Od kilku miesięcy niepotrzymanie, na naszych oczach, wali się mit. Znamy już dzisiaj smutek płynący z przekonania, że system krajów wschodnich nie można uznać za rewolucyjny i prawdziwie proletariacki. Smutek nasz jest szczery: kto cieszyłby się z tego, że słusznie przewidział ucisk i nędzę milionów ludzi? Dzisiaj ta okrutna prawda wybuchnęła, odłamki mitu wciąż jeszcze unoszą się w powietrzu, lecz my wiemy, że mit ten przez całe lata korumpował sumienia i umysły Europejczyków. Nawet w obliczu blasku dnia ślepcy ci będą utrzymywać, że panuje noc. Dziś będą zmuszeni wygłaszać z niejakim zażenowaniem tego typu stwierdzenia. Robotnicy z Poznania zadali ostatni cios mistyfikacji panującej tryumfująco i cynicznie przez tak długi czas. Ogień polskiego powstania oświetlił wszystkim upadek i nędzę skorumpowanej rewolucji. W obliczu tego upadku nie można już dzisiaj mówić o ślepcach czy naiwnych. Pozostali jedynie – wspólnicy.

Nigdy, nigdy nie staniemy się takimi wspólnikami! Nie wstąpimy także w charakterze triumfujących faryzeuszy. To zwycięstwo prawdy zostało okupione zbyt wielką ilością ofiar i krwi, by mogły powodować nami inne uczucia niż bolesna rezygnacja. W obliczu bezbronnych robotników, rozstrzeliwanych ukradkiem, by ocalić resztki umierających reżimów, odczuwamy dzisiaj jedynie odrazę i ból, które od dawna towarzyszą temu kłamstwu. Ale pełne rozpaczy ofiary nakazują nam, jeszcze raz, poprzysiąc wierność. Wierność słowu wykrzykiwanemu wobec represji, słowu, które kazało żołnierzom zmieniać ich rodzime armie, słowu, które okazało się trwalsze niż wszelkie dławiące je formy ucisku, wszelkie mistyfikacje, w jakie je ubierano – wierność wolności nieugiętej, wolności niezwyciężonej i najświętszej. Tak, to prawda, możemy jedynie z daleka odpowiedzieć na ten rozdzierający krzyk robotników poznańskich i sprawić, by odbił się on szerokim echem na całym świecie. Lecz nie wolno nam tego zaniechać, musimy uczynić wszystko, by krzyk ten nigdy nie zamarł.

Wolność lub barbarzyństwo – oto czego nauczyły nas wieki historii, oto czego uczy ta nowa tragedia. Wybór nie będzie trudny. Wybierzemy wolność przeciw staremu i nowemu barbarzyństwu, i wybierzemy ją raz na zawsze, ostatecznie, by nie został zaprzepaszczony ani jeden dzień ofiary złożonej przez walczących robotników wciąż uciśnionej Polski.

Lipiec 1956.

 

Przemówienie wygłoszone w Paryżu, 12 lipca 1956 na wiecu solidarności z robotnikami Poznania. Tekst przemówienia ukazał się w: „Krytyka. Kwartalnik Polityczny” 1983, nr 16, s. 203-205.

*Słowa Cyrankiewicza zostały przez Camusa błędnie przytoczone, powiedział on bowiem: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podnoszenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie naszej Ojczyzny”. [M.K.]

**Rozważania o chlebie i wolności w tym fragmencie odsyłają do mowy Camusa „Chleb i wolność” z 1953 roku. Camus powiedział wtedy: „Wybrać wolność nie znaczy, jak się nam mówi, wybrać przeciwko sprawiedliwości. Wolność wybierana jest w relacji do tych, którzy wszędzie dziś walczą i cierpią i jest to jedyna wolność jaka się liczy. Wybierana jest w tym samym czasie co sprawiedliwość, i szczerze mówiąc, odtąd nie możemy wybierać jednej bez drugiej. Gdy ktoś odbiera twój chleb, jednocześnie ogranicza twoją wolność. Ale kiedy ktoś odbiera twoją wolność, możesz być pewien, że twój chleb jest zagrożony, ponieważ nie zależy on już od ciebie i twoich starań, ale od kaprysu twojego pana” [tłum. M.K.]

Plakat paryski zawiadamiający o wiecu solidarności z robotnikami Poznania, na którym wystąpił Camus (fotografia z książki Poznański Czerwiec 1956, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1990, s. 223)

IMG_1463

 

W hołdzie ofiarom wydarzeń Poznańskiego Czerwca,

Członkowie Polskiego Stowarzyszenie Alberta Camusa,

28 czerwca 2016