Człowiek ocenzurowany – esej o losach pewnej książki. Maciej Kałuża o Człowieku zbuntowanym

Badanie twórczości Camusa w 2015 roku jest zarazem bardzo łatwe i bardzo trudne. Dostęp do znakomitej większości tekstów, esejów, listów i notatników Camusa jest dziś bardzo prosty: wielu przypadkach, dzieła autora są bowiem na darmowych licencjach, potrzebny tekst można zatem szybko pozyskać. Ta otwartość prowokuje jednak pewną trudność – na bazie dostępnych źródeł pojawiło się naprawdę wiele komentarzy i interpretacji Camusa. Monografii, artykułów, opracowań i biografii powstało bardzo dużo, doprowadzając zapewne niejednego sumiennego badacza do bólu głowy. Gdy jednak popatrzymy wstecz, nietrudno zauważyć, że opisana łatwość i dostępność tekstu nie była zawsze dana polskim badaczom i teoretykom.

Przygotowując się, przed rokiem, do opracowania materiałów do mojej monografii (o rozwoju koncepcji buntu u Camusa), sięgnąłem po polskie wydanie Człowieka zbuntowanego. Moja kopia ma już swoje lata, pochodzi bowiem z okresu pierwszego zauroczenia twórczością Camusa podczas studiów. Wydana w 1998 roku w znakomitym tłumaczeniu J. Guze, okropnie pobazgrana, stała się korzeniem dla opracowywania mojej koncepcji badań. Pewnego dnia jednak zapomniałem zabrać ją do biblioteki – pamiętając, że Człowiek zbuntowany jest w Esejach, także w tłumaczeniu J. Guze, zabrałem książkę z półki, by popracować nad tekstem.

Napisałem, że Człowiek zbuntowany jest w Esejach i pospieszyłem się nieco. Jest i go nie ma. Wydawcy udała się rzecz godna podziwu: ponad 300 stron refleksji Camusa zajmuje w Esejach nieco ponad 100 stron. Na stronie wprowadzającej pojawia się wprawdzie eufemistyczna adnotacja „Wybór”, wymaga ona jednak pewnego namysłu. Kto bowiem wybierał? Wedle jakiego klucza?

Niesiony pewną intuicją, co do genezy owego „Wyboru” sięgnąłem poCzarną księgę cenzury PRL, T. Strzyżewskiego, niestety, bez rezultatu – brak tu bowiem informacji, co do tego, jak i dlaczego Człowiek zbuntowany stał się Człowiekiem ocenzurowanym. Szperając dalej natrafiłem na bratnią w zdziwieniu duszę w postaci Jana Gondowicza:

Był mi potrzebny „Człowiek zbuntowany” Camusa. Sięgnąłem po paryskie wydanie Instytutu Literackiego z roku 1958. Lecz ten anonimowy przekład trudno zaliczyć do dobrych. Wypadło go więc porównać z uznawanym za doskonałe tłumaczeniem Joanny Guze („Eseje”, PAW, 1973). Otwarłem obie książki i zadumałem się.

Wybór tekstów eseistycznych Camusa był w swoim czasie spektakularnym sukcesem małej gierkowskiej „odwilży”. Jednakże z 46 rozdziałów „Człowieka zbuntowanego” przez ówczesną wydawniczą maszynkę do makaronu przecisnęło się zaledwie 17. Zabrakło w całości dwu części książki. Na co komu wnikać w rozterki duchowe eserów z 1905 roku? W końcu rację mieli ci, co nie znali żadnych wahań i od początku do końca byli ludźmi ze stali: bolszewicy. Nie znali wahań, bo mieli rację i mieli rację, bo nie znali wahań. Wysiłki Camusa, by Dzierżyńskiemu przeciwstawić Kalajewa i uratować coś ludzkiego z wielkiego eksperymentu rewolucji, nie mogły się spotkać z sympatią spadkobierców Feliksa Edmundowicza.

Książka Camusa jest stara i zapewne niemodna. Mimo to złość bierze, gdy się widzi, ile wysiłku włożono w ukrycie jej właściwego tematu i zatarcie autorskiego przesłania. Ingerencji ? w tym, co ocalało ? jest z 30, zaczynają się w środku zdania i obejmują nieraz parę stron druku. „Człowiek zbuntowany” staje się dostosowany… (Jan Gondowicz, O czym mieliśmy nie myśleć przed 17 laty, Gazeta Wyborcza, nr 208, wydanie z dnia 17/02/1990, str. 12)

Gondowicz w swoim artykule wylicza dostrzeżone ingerencje, potwierdzające problematyczność omawianego eufemizmu. Tym jednakże, co najistotniejsze w dokonanym „wyborze” z lat 70 jest nie tyle fakt ewidentnego uszkodzenia istniejącej treści, co całkowitego wyeliminowania z książki wszystkiego, co mogło mieć jakikolwiek związek z krytyką marksizmu. Na wszelki wypadek, wybrano usunięcie całej części trzeciej, tj. „Buntu historycznego”. Ponieważ do zawartej w niej krytyki terroryzmu państwowego nawiązuje także część piąta, „Myśl Południa” skwapliwie uznano, że śródziemnomorski klimat jest zbyt upalny dla polskiego czytelnika. Gdyby wspomniana wersja była jedynym źródłem, na którego podstawie miałbym analizować koncepcję buntu o Camusa, uznałbym, że interesuje go jedynie bunt metafizyczny, Nietzsche i sztuka. Nie ma zaś nic do powiedzenia o patologii rewolucji, terrorze i planowym mordzie, totalności która zastępuje jedność i mistyfikacji rewolucji, odkładającej w nieokreśloną przyszłość realizację obiecanego szczęścia. Na ironię zakrawa fakt, iż wspomniana edycja dzieła Camusa kończy się przypisem, zawierającym złowrogo brzmiące w kontekście naszych rozważań zdanie: „Korekta jest różna w zależności od tematu”.

Znamienne zdania na temat braku i usuwania niewygodnych tekstów Camusa w Polsce padają w rozmowie Jacka Trznadela ze Zbigniewem Herbertem:

TRZNADEL: – Czy łączy pan tę polską sytuację z europejską skłonnością do tego prestidigitatorstwa intelektualnego, do tego szału marksistowskiego, który opanował umysły intelektualistów europejskich?
HERBERT: – Na pewno. Ale byli przecież i tacy jak Albert Camus.
TRZNADEL: – Camus został w Polsce zakazany, jeśli chodzi o jego znamienne deklaracje, bo Człowiek zbuntowany nigdy nie został w Polsce oficjalnie wydany, nie opublikowano deklaracji Camusa po Berlinie i Poznaniu – po powstaniach i ich stłumieniu. Jest na to stara formuł: ad usum Delphini nie okazuje się pazurów intelektualisty, tylko jego ogonek, odpowiednio ufryzowany.
(źródło: 
J. Trznadel, Rozmowa ze Zbigniewem Herbertem, http://www.jacektrznadel.pl/index.php-option=com_content&task=view&id=30&Itemid=31&limit=1&limitstart=1.htm, dostęp z dnia 5 maja 2015)

 

 

Okłądka Człowieka zbuntowanego – Instytut Literacki źródło: kulturaparyska.com

Jak wskazuje cytowany J. Gondowicz, istniała, na szczęście, alternatywa w postaci wydania paryskiego z 1958. W 1959 a więc jeszcze za życia Camusa właśnie to wydanie krytycznie analizował Janusz Kowalewski. Kultura Paryska wskazuje, że to tłumaczenie także jest autorstwa Joanny Guze, różnice, w stosunku do późniejszych wydań są jednak bardzo wyraźne. Dostępna w archiwum Biblioteki Jagiellońskiej kopia książki z 1958 nie zawiera żadnych informacji o autorze tłumaczenia. Istotniejsze jest tutaj jednakże wskazanie, że ta publikacja jest kompletna:


(Dokumentacja archiwalna BJ, Człowiek zbuntowany w wersji z 1958 roku, fotografie aut. M. Kałuża)

Dlaczego to istotne? Otóż właśnie na bazie kopii publikacji paryskiej z 1958 Camus, krytykujący Marksa i patologie komunizmu, trafia do Polskiego czytelnika, świadomego, że wydane Eseje zawierają opisany powyżej „Wybór”. Podziemne publikacje książki, głównie z lat 80, łączą się jak sądzę, na symbolicznym poziomie, z treścią i biografią dzieła Camusa.

Wspomniany, biograficzny związek łączy polską działalność nielegalnego przedruku z podziemną działalnością autora Dżumy  w czasie okupacji. W 1943 roku Camus wstępuje bowiem do francuskiego Ruchu Oporu, zostaje redaktorem podziemnego czasopisma Combat. Daje to do zrozumienia w korespondencji z bliskimi:

Wiecie, że zamierzałem zająć się również kilkoma pracami dziennikarskimi. Pod tym względem wszystko jest w jak najlepszym porządku; staram się maksymalnie wykorzystywać swój skromny talent.

(cyt. z O. Todd, Camus. Biografia, W.A.B. 2009, s. 341)

Gazeta, w której, oczywiście anonimowo, pisze Camus, ukazuje się w podziemiu (później zaś oficjalnie) do wyzwolenia Paryża – osiągając nakład 250.000 egzemplarzy (Todd:351). Pracując nad kolejnymi artykułami do prasy podziemnej, Camus, jak wskazują jego wydane pośmiertnie notatniki (Carnets) opracowuje jednocześnie koncepcje Dżumy i Człowieka zbuntowanego, ideału wspólnotowego, solidarnego oporu przeciwko cierpieniu, przemocy i patologii politycznej. Autor wielokrotnie będzie wskazywał, że to właśnie braterstwo ludzi podziemia wpłynęło na jego koncepcje solidarnego buntu. Nota bene, lektura artykułów Camusa z wolnego już dziennika Combat jasno wskazuje, że okropnie denerwowała go jakakolwiek ingerencja władz w wolność i niezależność prasy.

Zaintrygowany, już w czasach powojennych, Camusem – członkiem ruchu oporu, buntownikiem, gotowym głośno mówić o współczesnych formach represji – Czesław Miłosz napisze do niego w liście intrygujące zdanie:

Nie jest pan moim mistrzem, ale mógłby się pan stać uzasadnieniem mojej egzystencji

(cyt. za: M. Wyka, Piękny człowiek z ludu, Tygodnik Powszechny, Nr 52 (3259), 25 grudnia 2011 – szczerze polecam ten znakomity artykuł o relacjach Czesława Miłosza i Alberta Camusa – M.K.)

Camus i jego myśl zbuntowana staje się inspiracją dla intelektualistów, literatów, dysydentów – jeśli nie francuskich, z całą pewnością polskich. Podobnie, jak Miłosz, w sporze z coraz bardziej uwikłanym w koncepcje marksistowskie Sartre’m stają oni po stronie Camusa i jego krytyki rewolucji. Jak zauważa prof. M. Wyka, francuscy intelektualiści, z kolei:

Karali go, jak mówi Miłosz, bo lekceważył ich bóstwo: była nim Historia. Przypomnijmy, iż wyrok Sartre’a skazywał Camusa na „wyspy Galapagos”, skoro nie podoba mu się ani Rosja sowiecka, ani Ameryka, ani Francja. Te metafory są znane w świecie francuskim i traktuje się je dziś podobnie, jak widział to outsider Miłosz: jako wyrafinowaną zemstę środowiska.

(cyt. za: M. Wyka, Ibidem.)

Wspomniana, deifikowana Historia, rozmontowywana na brakujących w Esejach z 1971 kartach Człowieka zbuntowanego przygotowywała jednak wydarzenia lat 80 w Polsce, które z całą pewnością zaintrygowałyby Camusa. Namacalny i materialny dowód na to, jak bardzo zainteresowani myślą Camusa byli nasi dysydenci znalazłem kilkaset metrów od Biblioteki Jagiellońskiej w Fundacji Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego. Polskie podziemie lat 80, na powielarkach, przygotowywało liczne przedruki Człowieka zbuntowanego, w oparciu o wspomniane tłumaczenie  i wydanie paryskie z 1958. Dostępne w czytelni FCDCN przedruki eseju z lat 80 starały się naprawić  efekty działania cenzury, udostępniając historiozoficzne analizy buntu i rewolucji:

(fot. M. Kałuża)

Trzymając w ręku jeden z powyżej opisanych przedruków, zastanawiałem się nad treścią książki, nielegalnie przedrukowywanej przez działaczy opozycji. Camus pisze bowiem, wprowadzając do problematyki buntu:

ideę granicy odnajdziemy w poczuciu zbuntowanego, że ów drugi „przesadza”, że rozciąga swoje prawo poza linię, za którą inne prawo rządzi i go ogranicza. Tak więc ruch buntu wspiera się jednocześnie na kategorycznym odrzuceniu ingerencji uznanej za niedopuszczalną i na niejasnym przekonaniu o własnej słuszności, czy raczej na wrażeniu zbuntowanego, że „ma prawo do”…

(A. Camus, Człowiek zbuntowany, Muza 1998, s. 21)

Trudno nie oprzeć się przekonaniu, że podziemni wydawcy uznali wspomnianą ingerencję w tekst Camusa za niedopuszczalną, zaś efekt ich przekonania, że mają prawo, chociażby, do pełnej lektury tekstu, mamy na szczęście szansę pożytkować w dniu dzisiejszym.

Maciej Kałuża* (maciej.kaluza@uj.edu.pl)

 Chciałem serdecznie podziękować za okazaną pomoc, przychylność i cierpliwość i chęć dzielenia się wiedzą pracownikom Biblioteki Jagiellońskiej oraz Fundacji Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego.

 

*Maciej Kałuża jest pracownikiem naukowym Instytutu Filozofii U.J. i założycielem Polskiego Stowarzyszenia Alberta Camusa. Napisał pracę magisterską o absurdzie w kontekście filozofii Camusa i Sartre’a i twórców tzw. teatru absurdu. Pracę doktorską poświęcił dramaturgii Camusa. Obecnie realizuje grant naukowy Narodowego Centrum Nauki, badając ideę buntu w twórczości autora Człowieka zbuntowanego.